Chcialabym jeszcze w tym miejscu wspomniec tych, o ktorych dzisiaj, gdy stajemy na podium juz nikt nie wspomina. Bez nich jednak nie byloby dzisiejszych wynikow. Mnie przez 18 lat codziennego uprawiania sportu pomoglo wiele osob.
Najpierw trzeba mnie bylo wozic na codzienne treningi i z nich odbierac -  tu dziekuje mamie, tacie i dziadkowi.
Potem pan Tadeusz Pagiński ( mój trener ) mial pomysl na turnieje dla biznesmenow, ktore mialy spopularyzowac, ten przeciez cieszacy sie mala ogladalnoscia sport. Moja mama wtedy nie myslala o tym, ze stane kiedykolwiek na podium, ale stworzona przez Nia Gestra wspolfinansowala te przedsiewziecia. Potem Gestra przejela wymyslone przez pana Tadzika turnieje "Bursztynowego Floretu".  Pamietam te pierwsze piekne nagrody ze srebra i bursztynu, ktore zawsze przez jakis czas przed turniejami byly u nas w domu. Nie pamietam, czy wtedy marzylam o tym by tez taka nagrode zdobyc. Zdobylam ja dopiero po latach gdy zmienili sie sponsorzy.
Dzieki Gestrze moglismy (chlopcy tez) jezdzic na wiecej zawodow, moglismy ocierac sie czesciej o swiatowa czolowke. Jak nie bylo pieniedzy na przejazdy, to Gestra dawala samochody, a za kierownica siadal moj tata lub pozniej moj brat.  Apropos mojego brata, to troche dzieki koniecznosci wozenia mnie na treningi mama kupila Mu bardzo wczesnie - bo w momencie gdy skonczyl 18 lat - pierwszy samochod. No i musze przyznac, ze wozil mnie konsekwentnie, az wyjechal na studia do Szkocji. Na szczescie w tym momencie ja dostalam pierwszy samochod i najwazniejszy logistyczny problem, zwiazany z treningami znowu byl rozwiazany.

Tych wiekszych i mniejszych materialnych cegielek, tych gestow dobrej woli, tej bezinteresownej pomocy doswiadczylam wiele. Wszystkie one byly budulcem tych podiow na ktorych potem stawalam. Kazdy moj sukces mial naprawde wielu ojcow i wiele matek i wszystkim Im z calego serca dziekuje.